„Wrzask w przestrzeni” – brak zgody na dziadostwo. Recenzja książki Piotra Sarzyńskiego. książka#3

Previous Post

Kiedyś ktoś mnie zapytał, dlaczego nie noszę okularów na co dzień, albo chociaż soczewek. Dlaczego zakładam moje okulary tylko do pracy lub jazdy samochodem. Czy nie chcę widzieć wszystkiego dokładniej, jak idę przez miasto? Dla mnie odpowiedź jest prosta: Oczywiście, że nie!

Obcując z przestrzenią miejską często odczuwam pewnego rodzaju ból istnienia, ból oczu, ból mózgu. Nachalność obrazów, bylejakość, kicz, brak widzenia szerszej perspektywy przez „twórców” własnej, najbliższej przestrzeni, miejscami bywa przytłaczająca. Wtedy nawet dziękuję za moją lekką wadę wzroku, która trochę zmiękcza mi obraz, a nadal pozwala poruszać się bez okularów.

W sposobie postrzegania przestrzeni nie jestem sama. Piotr Sarzyński napisał książkę właśnie na ten temat.

„Wrzask w przestrzeni. Dlaczego w Polsce jest tak brzydko?”

wrzask w przestrzeni

Piotr Sarzyński ukończył socjologię, jest dziennikarzem i publicystą, jego teksty ukazywały się w magazynie „Radar” oraz „Polityka”, prowadził programy telewizyjne w TVP i Polsat Cafe. W swojej pracy dziennikarskiej zajmuje się tematyką kultury i sztuki.

Książka „Wrzask w przestrzeni” to właśnie zbiór tekstów, które były publikowane na łamach Polityki. Teksty te poruszały zagadnienia związane z ładem przestrzennym, urbanistyką, wnętrzami mieszkalnymi, estetyką promowaną przez władzę i kościół, trendami lokalnymi oraz importowanymi z zagranicy. Artykuły zostały przystosowane do książkowego wydania, poszerzone i złożone w jeden tom. Publikacja składa się z czterech tematycznych części.

Pierwsza część traktuje o polskich mieszkaniach i domach, ich wyposażeniu, kluczowych meblach, które w każdym domu znaleźć się muszą oraz o tym, jakimi środkami wyrazu Polacy aranżują swoje przytulne mieszkanka. Bez względu na wielkość salonu musi się w nim znaleźć meblościanka, stół, komoda. Ciężko cały ten program zrealizować w typowym bloku, więc sprytne połączenia funkcjonalne mebli były chętnie stosowane: ławo-stół, łóżko chowane w regale, regał rozkładający się w biurko, meblościanka jako spiżarka, bieliźniarka, archiwum domowe, biblioteczka i barek. No i na koniec oczywiście analiza typowego domu Polaka, jakie bryły i rozwiązania są najchętniej wybierane i czemu w większości ma to być nieudana imitacja dworku.

W drugiej części możemy przeczytać o przestrzeni publicznej. Czyli przestrzeni, która jest wszystkich, czyli niczyja. Znajdziemy tu ranking koszmarów estetycznych, opis chaosu przestrzennego, opis wielkich inwestycji budowlanych, które u nas realizowane są bez pomysłu, przeliczane jedynie na zysk z metra powierzchni użytkowej. W tym rozdziale przeczytamy także o zamkach i pałacach, które z wielka lubością wciąż są u nas budowane, o pomnikach, graffiti. Na koniec powieje optymizmem, bo pojawia się ranking najładniejszych rzeczy w kraju.

Trzecia część, jak sam autor pisze, porusza bardzo wrażliwą kwestię wzorów estetycznych lansowanych przez Kościół. Na początek bardzo trafne porównanie architektury sakralnej w Polsce i za granicą. To naprawdę smutne, że u nas najważniejszą myślą przewodnią w projektowaniu kościołów i kaplic jest: wielkość, przepych, nieograniczoność form i materiałów. Za granicą za to liczy się ograniczenie formy i wielkości na rzecz przeżyć duchowych. Dzięki temu powstają niesamowite projekty, które emanują spokojem, ciszą i atmosferą kontemplacji. Dalej przeczytamy o tym jak to każde miasto i wieś pomnik Papieża mieć musi (Polskie must have’y), o wyścigu na Jezusy, który wygraliśmy pod względem wielkościowym, ale przegraliśmy z kretesem pod względem jakościowym, o Ostatniej Wieczerzy oraz o wszędobylskich figurkowych aniołkach.

Czwarty rozdział, ostatni, ukazuje w jaki sposób Polacy stają się światowi, adaptując trendy z zachodu. Czasem udolnie, czasem mniej udolnie, ale zawsze z wielkim zapałem, bo wszystko co obce jest lepsze niż nasze. Autor opisał jak Polacy widzą prestiż, co jest teraz kulinarnie modne, co jest modne w modzie, jak spędzamy wakacje, za co ubóstwiamy Włochów, jak to sławni architekci niechętnie u nas projektują, boomie loftów czyli modzie na adaptację budynków przemysłowych na mieszkania, bankietach, nowych zabawkach dla dzieci.

wrzask w przestrzeni piotr sarzyński

Bardzo się cieszę, że powstają tego typu publikacje. „Wrzask” nie jest nowy, został wydany w 2012 roku, jednak wciąż jest aktualny. Dużo w nim krytyki polskiego stylu i upodobań, jednak jest to zasłużona krytyka. Polacy nie powinni się za siebie wstydzić. Nasz narodowy brak gustu wynika po części z braku edukacji w sferze estetyki, a po części tym, że zachłysnęliśmy się możliwościami po latach życia w szarym PRL’u i popłynęliśmy całkowicie na falach kapitalizmu. Godzimy się na zabudowywanie każdego skrawka ziemi, byle by spadł jakiś grosz, a realizacja była tania. Nie zastanawiamy się co powiedzą na to przyszłe pokolenia, jak będzie im się żyć w przestrzeniach, które my im właśnie kreujemy. Nikogo nie obchodzi jak wygląda nowa realizacja, ważne żeby zmieściło się dużo powierzchni użytkowej. Takie podejście sprawia, że niewiele jest realizacji, powstałych po 2000 roku, którymi warto się pochwalić, które byłby atrakcyjne dla zwiedzających. Odwiedzając zagraniczne miasta zawsze mam listę nowych, ciekawych realizacji, które chciałabym zobaczyć. Jeżdżąc po Polsce naprawdę rzadko trafiam na coś przemyślanego, estetycznego, pasującego do otoczenia, zwiększającego walory okolicy. Mam wrażenie, że największe postępy zrobiliśmy we wnętrzach usługowych, które w ostatnich latach kreowane są naprawdę ze smakiem i dbałością o szczegóły. Największą zapaść estetyczną widzę w budynkach mieszkalnych wielorodzinnych i jednorodzinnych. Nowe osiedla, im nowsze – tym gorsze. Blokowiska przypominają kurniki, a rozlewające się osiedla domów jednorodzinnych wołają o pomstę do nieba. Nawet Miejscowe Plany Zagospodarowania Przestrzennego, nie wprowadzają żadnych konkretnych zapisów, które chroniły by nasze przedmieścia przed wysypem gargameli mieszkalnych. Osiągamy już taki poziom, kiedy wracając ze spaceru po takim osiedlu, dosłownie chcę płakać, szczególnie jeśli pamiętam tę okolicę, zanim została sprzedana na działki pod zabudowę. Jeśli coś się nie zmieni, to przyćmimy cygańskie wille, z których do niedawna wszyscy się podśmiewywali. Dlatego tego typu publikacje są tak potrzebne. Żebyśmy sami nie robili krzywdy własnej przestrzeni. Żeby nasze wnuki się za nas nie wstydziły.

Na końcu wstępu do książki autor pisze, że chciałby, aby jego książka zachęciła do myślenia, rozglądania się, by dała poczucie Polakowi, że nie może się godzić na dziadostwo. Ja się z tymi słowami w pełni zgadzam, dlatego zachęcam do lektury książki, bądź artykułów w Polityce. Drodzy Polacy, mówmy głośno o tym, co jest brzydkie, mówmy głośno o tym, że „Król jest nagi”.

Previous Post Udostępnij :

Dodaj komentarz